trzy

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 10 listopada 2011, 10:26:15

OX 4 08

 

Jednak pójdę na texaco. Głodny jestem i suszy. Parę ostatnich funtów zostało na karcie. Cholernie niskie chmury mamy dzisiaj. Takie unoszące się nad wieżami. Miasto podświetla na czerwono wszystko. Jak byłem mały, to dużo nasłuchałem się o znakach na niebie. Zabarwieniach nieba. Przed jakimiś wojnami zawsze niebo na czerwono się barwi. Tak było w trzydziestym dziewiątym. Teraz też tak jest. Tylko jak to porównać? Kiedy to tylko mały pierdolnik, a kiedy afera na skale światową. Może tak samo jak z krwią w gównie. Jak jest jasna i świeża, to nie jest tak źle. Masz po prostu jakieś pęknięcia w odbycie. Za to jak jest ciemna i lekko sakrzepła, to chujowo jest na maksa. Wtedy cos się niedoli gdzieś głębiej w jelitach. Teraz patrzę w niebo i nie wiem co się wydarzy dalej, ale na pewno nie będzie to nic dobrego. Idę sobie od tej agencji na chwilę. Kupię sobie kawałki kurczaka i mozzarelle zapiekaną w cieście. Do tego cole. Znowu nie sprawdzę konta. Jeżeli wyjdę minimalnie na minus, to i tak będę mógł jeszcze dzisiaj i jutro coś kupić. Wyłączę telefon. Nie będę musiał się tłumaczyć z dezercji. Trudno opisać coś co widziało się setki razy. Trudno skupić się nad każdym skrawkiem bruku. Trudno zauważyć każdą nierówność i dziurę w asfalcie. Wiadomo, że tam jest tylko. Zarejestrowane wszystko. Nic więcej. Mam kilka marzeń. Dwa wiążą się ze stacjami samochodowymi. Pierwsze, to podpalić samotna stację. Gdzieś pomiędzy pagórkami. Zapalić później papierosa i obserwować łuny na niebie. Stację wciśnięta miedzy pagórki. Obserwować grę ognia i delektować się smakiem mocnego papierosa. Palić i zapalać na nowo szluga. Po wszystkim postawić kołnierz albo docisnąć czapkę bardziej i zmyć się. Tak po prostu. Jakbym strzepywał resztki moczu z penisa. Drugie, to kradzież samochodu. Pojechać gdziekolwiek. Najlepiej zrobić to w jednym comobsie. Wysadzić stacje i uciec kradzionym samochodem. Wchodzę na stacje. Wybieram co miałem. Płace kartą.

Dziwki pod stacja to norma. Wychodzą koło jedenastej. Wiecie jak to jest na tych robotniczo-emigranckich estejtach. Seks to duży problem, naprawdę. Nie ma tu czegoś takiego jak walka o kobietę, tu albo przyjeżdżasz ze swoja dupą albo jesteś skazany na ślinienie się. Walenie konia na myśl o swoich domowych stosunkach, jest normą. Zamykasz oczy w pustym pokoju. Przypominasz sobie kształt piersi. Ich delikatną skórę. Duże. Małe. Średnie. Wszystkie twoje zmacane cycki zlewają się w jeden pracycek. W smaku łaczący wszystkie roczniki kiedykolwiek próbowane. Tak jakby stworzyć idealne wino. Smakować je. Delikatnie płukać nim podniebienie. Tak samo w myślach ociera się język o idealną pierś. Twardnieje wtey i pojawia się na niej gęsia skórka. Dostajesz erekcji. Właściwie masz ją cały czas. Za oknem zmienia się pogoda. Nie przeszkadza to w niczym tak samo możesz walić konia w deszczową noc, jak i podczas gwieździstego nieba. Trzymasz fiuta w dłoni i delikatnie na początku przesuwasz napletkiem. Tak jakby brała go w usta. Wcześniej oczywiście zgrabne dłonie muszą go wyciągnąć. Trzeba starć się nie myśleć o swoich własnych odciskach. Koncentrować tylko na wspomnieniu delikatnej skóry kobiecej dłoni. Ta dłoń wyjmująca twojego penisa z rozporka. Nie zauważać zgrubień swoje własnej dłoni brandzlującej cię. Później bawisz się szybkością ruszania skórą. Z różną siła chwytasz penisa w swoją dłoń. Imitujesz różne pozycje w ten sposób. Wyciągasz je z pamięci. Na koniec spuszczasz się sobie na brzuch, zamiast kobiecie na twarz i zasypiasz.

Brak dupy to problem tu. Poważny. W klubach też czasem lipa. Brytolka się na ciebie nie spojrzy. Chłopaki wychodzą na imprezy co sobotę. Taboret kiedyś poszedł na jedną z takich sobotnich imprez. Razem z kilkoma innymi typkami od nas z chaty. Najpierw zaprawa na chacie. Rihhana śpiewa o tym, że chce być parasolką. Kształt jej ciała jest podobny do umbrelli. Mogłaby zostać parasolką większości facetów na chacie. Wóda idzie równo. Nie ma kieliszków, więc napierdala się tu z szklanek. Wódka stoi na podłodze na korytarzu. Zaraz obok połamanego krzesła. Na chacie kilku nie pije i są dwa samochody, więc zawsze ktoś może zawieść na miejsce. Dobieranie odpowiednich ciuchów przez typów. Radek szuka odpowiedniego stroju. Białe spodnie? Różowa koszula? Do tego japonki? Primark oczywiście, bo wszyscy Polscy tam się ubierają. Wbić się trzeba koło dziesiątej, tak najlepiej. Impreza już trwa, a ty już najeżany. Nie trzeba siadać. Można zająć miejsce w kolejce po browar i posłuchać angielskiego trochę. Tam już przeboje r’n’b. wszystkie znane z fox Fm. Bawmy się cudownie. Baunsujcie dziwki obok nas. Kręcić dupami. Tak, dokładnie tak. Na razie jednak libacja przy schodach na chacie. Wszyscy już gotowi. Taboret nagrzany strasznie. Czuję, że coś z tego może być. Bartek ich zawiezie do klubu. Resztę już znam z opowieści. Relacji. Wywiadów środowiskowych. Weszli na bauns. Oczywiście z klasą, bo to w większości pracownicy linii produkującej ukochane brytyjskie minimorisy. Ku uciesze wszystkich, znowu Rihhana leci pociesznie sobie. Taboret już oglądał laseczki od samego wejścia. Cycuszki wystające spod bluzeczek. Pewnie się ślinił na samą mysl, że mógłby zobaczyć więcej. Gdyby doszło do dotknięcia, to zapewne powiadam wam spuściłby się niechybnie. Na miejscu norma, czyli tańce i katowanie się już całkowite alkoholem. Wszystko odbywa się na pełnym gazie. Dupy tańczą. Taboreta wypatrzyła taka jedna emigrantka i w dodatku nie była Słowianką. No i tak się bawili. Lizali, nie wiem jak to Taboret zniósł. Bo pewnie to było obciążenie dla jego psychiki ogromne. Dla języka tym bardziej, bo z angielskim to on nie stał najlepiej. Choć język drinków opanował całkiem dobrze. Zapewne stawiał jej ich trochę, bo to chłopak z gestem jest. Może nie zarabia w tej Anglii kokosów, ale na libacje stac tu każdego pracującego przynajmniej cztery dni w tygodniu. Poza tym jak nie ma akurat płacenia rentu, to można trochę odjebać hajsu z konta. No i tak tańczyli razem. W pewnym momencie dziewczyna zaciągnęła Taboreta w jakiś ciemny kąt i zaczęła mu drzeć łacha. Wszystko szło jak w dobrym pornolu. Już on myślał, że zaraz weźmie mu do buzi i obciągnie w sposób tylko sobie znany. Wyssie go do końca, a później zaciągnie do swojego pokoju i będą się ruchać przez dwa tygodnie. Będzie robiła mu kanapki do pracy i obciągała z rana. Taboret się zakocha i razem pojadą na holideja. Najpierw do niego, a później do jej kraju. Dwa tygodnie tu i dwa tygodnie tam. W trakcie marszczenia zapytała go o kolejnego drina. Taboret spokojnie podchodzi do baru. Ręka w kieszeń, a tam już pusto. Nawet na bro nie ma. Karę zostawił w domu. Mówi to jej łamanym angielskim, a ona sobie idzie.

Taboret później sam. Załamany i pijany porządnie. To co wypił w zupełności starczyło. Wracał sam przez nocne Cowley. Na chacie był koło siódmej. Nikt nawet nie zauważył, że go nie ma. Wszyscy spali sprawiedliwie. On pomylił drogi i zboczył z Cowley. Poszedł zielonym już wtedy parkiem na Hedington. Tak to właśnie jest tu z dupami, jak nie zapłacisz to nie pociupciasz.

 

OX 4 09

 

Na początku modnym tematem rozmów wśród Polaków, był polski sklep. Gdzie i co można tam dostać. Że jakaś świetna polka tam pracuje. Ze sklep należy do murzyna, który świetnie mówi po polsku. Ze chleb i kiełbasa. Najbardziej kultowe miejsce. Gdzie polski kościół? Nikt nie wie, nawet ja. Gdzie polski sklep, to już wszyscy wiedza. Całe krucjaty przez Cowley przechodziły do tego sklepu. Po chleb i po wszystko made In poland. Tylko piwa tam polskiego nie było. Lukę wypełnił ciapak obok. Wszystko już w jednym pasie handlowym. Polskie żarło, nasz browar i polisz wodka. Żyć nie umierać. Lepiej niż w Rzeszowie. Polski sklep to hit przedwiośnia. Teraz jednak coś innego zdominowało głowy polaków. nawet nie głowy, a ich penisy. Polski burdel panowie otwarty został z wielką pompą. Brakowało tylko fajerwerków i bonów rabatowych. Przybytek na północ ode mnie. Ja osobiście nie wiem skad ten cały raban i huk. Ceny tragiczne. Sto funa za pukanie. Polce płacić za seks z nia na obczyźnie. Płacić tam gdzie powinniśmy się wspierać mentalnie i pomagać w walce z samotnością. Jedziesz do Anglii, żeby zapłacić polskiej suce sto funa, żeby ja przerżnąć. Toć to rozbój w biały dzień. Upokorzenie. Kiedyś pewnie bym nie spojrzał na taka laskę z Hrubieszowa pod Lublinem. A w ostateczności postawiłbyś kilka piw i wszystko zostałoby skonsumowane od raz. W toalecie. W samochodzie. W krzakach. Za klubem. Gdziekolwiek kurwa mać. Tylko nie tu i nie za sto funa. Już tańsze były Azeki. Za cztery dychy miałeś jedna na całą noc. Raz chłopaki z roboty zamówiły sobie dwie azereczki na sobotnia noc. Dwie Azeki nadal tańsze od jednej polki na godzinę. Dziwki i walenie konia, to podstawa, kiedy wszyscy jesteśmy tu. Trzeba czymś zapełnić czas miedzy zmianami.

Zjadam to co kupiłem. Siedzę na murku, pod jednym z tych identycznych domków przy stacji benzynowej. Obserwuje taksówki tankujące paliwo. Wszędzie hindusi. Jebane ciapackie gówno. Trochę padać znowu zaczyna. Mam to już w dupie głęboko, bo i tak jestem przemoczony. Mokry i zimno mi. Tak do szpiku kości zmrożony. Na stacje zajeżdżają dwa leciwe samochody sportowe. Zatrzymują się na parkingu. Dwóch typów wysiada z nich i idzie do sklepu. Ja wstaje i ruszam na spacer. Rozpoznaje wśród nich kolesia z Timoru, z którym pracowałem kiedyś w jednym z magazynów. Poczęstował mnie fajką, takich rzeczy się nie zapomina. Malborasem poczęstowany zostałem wtedy. Poczęstował mnie w momencie, kiedy skończył mi się tytoń. Zauważa mnie i kiwa w moim kierunku. Ja odpowiadam i idę w stronę city center. W dupie mam już mój dyżur, będzie co ma być potrzebuje ruchu. Rozprostowania nóg. Nie lubię jego nacji. Banda jebanych tepaków. Miałem kiedys takiego na zmianie w innym magazynie. Nosił pięćdziesięciokilowe paczki na swoim durnym łbie. Był z siebie tak zadowolony. Kochał polskiego Papę, a ten niemiecki to faszysta. Takie rzeczy opowiadał. Kiedyś musiał nauczyć się trudniejszej pracy. Nie potrafił nauczyć się kolejności przyciskania guzików w palmtopie. Buraki z nich SA, ale zawsze te ścierwo chcę się integrować. Zaprzyjaźnić z tobą. Znają kilka słów w języku polskim i chcą znać więcej. Jebie mnie to. I w tym samochodzie siedzi jedna polka, z która tez pracowałem kiedyś. Po jej prawicy jakiś kolejny timorski kmiotek. Z bandana na głowie. Kurwa na niej amerykańska flaga. Kiedy ona mnie zauważa, chowa twarz w dłonie. Robi jej się głupio. Wstydzi się z jakim ścierwem trzyma. Kto ja dyma później. Może dymają ją wszyscy po kolei. Jeżdżą od chaty do chaty i tam robią jej gangbang objazdowy?

Ide w stronę city center. Na początku tylko małe domki. Robotnicze dziury. Czasem jakis nowy flat, ale to z rzadka. Niebo już jest tak strasznie nisko, że właściwie nie można oddychać. Prawie typowa telewizyjna mgła. Jakby cała dzielnica paliła cygara. Trasa każdego bezrobotnego z dzielnicy. Chodzisz wtedy piechotą, bo szkoda kasy na bilety autobusowe. Lepiej zmęczyć nogi i zetrzeć trochę podeszwę. Buty zdąży się jeszcze kupić. Kiedy idę zawsze dopada mnie uczucie, że cos mi ucieka. Całe życie toczy się obok. W domu. Pod blokiem. Na ławkach. Rodzice się starzeją i siostra dorasta. Wszystko bez mojego udziału.

Komentarze (2)

  • To trochę zakrawa na chęć odegrania jakiejś roli, kiedy młody facet tu należący do elity towarzyskiej wyjeżdża za granicę by być biedakiem, nieszczęśnikiem, lumpem. Pewno nie zaznał w życiu nedzy, wiec potrzebne mu są takie emocje. Jak już mówiłam, to bardziej reportaż niż powieść. Współczuć narratorowi nie potrafię. Napisane śietnie.

  • świetnie*

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się