Piciorysy

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 02 lipca 2015, 15:16:06, Tagi:  alkohol trauma warmia bezdomność alkoholizm wykluczenie reportaż fakt

Schronisko dla bezdomnych przy ul. Towarowej w Olsztynie. Piątek, godz. 11. Zaczyna się miting anonimowych alkoholików. Są: kobiety, mężczyźni, bezdomni i osoby, które z bezdomności wyszły. Każda z tych osób z powodu picia straciła coś albo kogoś. Dlatego tu są…
Spotkania AA w schronisku odbywają się od około dwóch lat.

Oni

Niedziela rano, przebudzenie na kacu. Pobudka jeszcze na bombie. Ostatnie piwo nad ranem, które zamienia się w pierwsze w nowy dzień. Kieliszek, który zabiera rozum. Łyk wódki, który zrywa film. Alkoholik to nie ja. Mocna zabawa, a nie uzależnienie. Alkoholicy to margines. To ludzie słabi, którzy nie kontrolują się na imprezach. Ta sobota to przypadek, bo w poniedziałek idę na ósmą do pracy i po prostu trzeba się wyzerować.
Wtorek na kacu, przecież wpadli znajomi. Pokłóciłem się z żoną i musiałem to obgadać z kumplem w barze. Pocięłam się z chłopakiem i wypiłam jedna lampkę wina za dużo, bo musiałam odreagować. Nie mam problemu, bo to jest poza mną. To sąsiad kupuje dwusetkę, kiedy ja rano przed pracą kupuję bilet na autobus. To nie ja. To oni, czyli ludzie słabi, biedacy, bezdomni, żule, bez przyszłości. ONI.
Pierwszy krok

Oni spotykają się co tydzień w schronisku dla bezdomnych przy Towarowej. Jest ich kilkunastu. Są wśród nich mieszkańcy ośrodka, osoby, które wyszły z bezdomności, i trzeźwi alkoholicy z Olsztyna.
— Duży procent osób mieszkających w schronisku ma problem alkoholowy. U części jest to jedną z przyczyn bezdomności. U innych pojawił się w trakcie. W schronisku nie można pić alkoholu i być pod jego wpływem. Niepijącego alkoholika od ciągu dzieli jeden kieliszek, dlatego tak ważne jest przestrzeganie bezwzględnego zakazu spożywania alkoholu — mówi Robert Kuchta z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olsztynie.
Krzysztof zaczyna czytać preambułę AA: — Anonimowi alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem swoim doświadczeniem, siłą, nadzieją, żeby rozwiązać swój problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu.
Potem wszyscy uczestnicy spotkania chwytają się za dłonie i odmawiają modlitwę. Nie ma przymusu. — Chodzi o odwołanie się do siły wyższej. Nie musi to być bóg, ale uznajemy, że nie jesteśmy sobie sami w stanie poradzić z alkoholem — mówi Tomasz, alkoholik.
Następnie każdy z uczestników czyta punkty AA, przedstawiając się i dodając: — Jestem alkoholikiem.
Tomasz. Piotr. Andrzej. Joanna. Stanisław. Andrzej. Wszyscy mają swój alkoholowy życiorys. Nazywają go piciorysem.
Drugi krok

Mam na imię Andrzej i jestem alkoholikiem. Nie piję od 1986 roku. Urodziłem się przed wojną. Moja rodzina przeprowadziła się na Kaszuby. W szkole byłem wykluczony ze względu na to, że jako jedyny nie mówiłem gwarą. Byłem zahukanym, grzecznym dzieckiem. Uczyłem się dobrze.
W moim domu nie było alkoholu. Pierwszy raz spróbowałem alkoholu po maturze. Trenowałem w tym czasie lekką atletykę. Napiłem się z kolegą sportowcem. Zatrułem się. Potrzebna była reanimacja. Przez kolejne lata nie wracałem do alkoholu.
Trzeci krok

Każdy z uczestników spotkania może podzielić się z innymi refleksją, wspomnieniem, obawą. Uczestnik podnosi dłoń. Przedstawia się i znowu dodaje: — Jestem alkoholikiem. I zaczyna opowiadać.
Stanisław mówi, że miał wybór: albo przestanie pić, albo pójdzie do piachu. Wszystko z powodu trzustki. No i przestał pić.
— Po jakimś czasie poczułem się na tyle mocny, że przestałem chodzić na mitingi. Radziłem sobie bez alkoholu, ale po kilku latach kupiłem sobie piwo bezalkoholowe. Przestraszyłem się i wróciłem na spotkania. To był dzwonek alarmowy. Byłem blisko pęknięcia i powrotu do picia — Stanisław wraca do chwili słabości.
Według uczestników najważniejsze jest właśnie zdanie sobie sprawy z tego, że to choroba, której samodzielnie nie da się powstrzymać. Tomasz na początku, kiedy przychodził na mitingi, mówił, że ma problem z alkoholem. Nie używał słowa alkoholik, dzięki czemu udawało mu się w to uwierzyć. W końcu alkoholik to ktoś inny.
Czwarty krok

Wszystko się zmieniło, jak miałem 25 lat. Zostałem przydzielony do pracy na Warmii i Mazurach. Zostałem kierownikiem. Miałem pod sobą aż 120 osób. I musiałem nimi kierować. Na porannej zmianie zawsze mogłem zapytać kogoś doświadczonego, ale na popołudniowej i nocnej wszystko było na mojej głowie. Wtedy właśnie pojawił się alkohol. Odkryłem, że zdejmuje ze mnie presję. Mogę reagować szybko i podejmować ryzykowne decyzje, nawet na granicy bezpieczeństwa. Przełożeni mnie doceniali, a podwładnym imponowało to, co robiłem. Stałem się popularny. Piłem coraz więcej, a znalezienie kompanów nie było trudne. To była mała miejscowość.
Szedłem do lokalu, a mąż bufetowej był moim pracownikiem. Od razu miałem wszystko poza kolejką, czasami mi też stawiano. W końcu byłem trochę jakby lokalnym gwiazdorem. To, że w międzyczasie skończyłem studia techniczne, jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że alkohol mi pomaga. Alkoholu było coraz więcej. Zarabiałem dobrze. Pensję dawałem żonie, a to, co zarobiłem na fuchach, przeznaczałem na alkohol. Myślałem, że pieniądze rozwiązują problemy.
Piąty krok

Alkoholicy mówią o sobie, że są uczuleni na alkohol. Nie mogą pić jak inni, bo etanol odbiera im rozum, sprawia, że nie mogą przestać.
— Czy rozumiesz, że jesteś uczulony na alkohol? — pyta Tomasz.
Kolejni uczestnicy podnoszą dłonie.
— Przestałem pić, bo miałem do wyboru rodzinę albo alkohol. Wybrałem dzieci i żonę. Kiedy urodziła się moja córka, przez pierwsze dziesięć lat byłem albo pijany, albo w pracy. Drugie dziecko urodziło się już po kilku latach abstynencji — mówi Gustaw.
Szósty krok

Mój problem z alkoholem narastał z każdym dniem. Żona postanowiła, że musimy się wyprowadzić. Niestety, już było za późno. Byłem uzależniony. Przeprowadzka nie mogła już nic zmienić. Piłem.
Żona ode mnie odeszła. Oddałem jej jedno mieszkanie, drugie zostawiłem sobie. Powoli zamieniałem je w melinę. Mój zakład pracy zlikwidowali. Miałem do wyboru albo przenieść się do innego miasta, albo ekwiwalent. Każdy alkoholik zawsze wybierze pieniądze. Nie miałem żony. Nie miałem pracy. Miałem pieniądze. Chciałem kupić sobie za to samochód. Umówiłem się ze znajomym. Po tygodniu miałem tylko na wycieraczkę. Wyjechałem w Polskę.
Siódmy krok

Janusz podnosi rękę i opowiada o tym, że zbiera złom i czasami ktoś poprosi go o pomoc. — Byłem w szoku, jak pozwolili mi samemu zabierać to z posesji. Właściciel się nie bał, że go okradnę — Janusz nie ukrywa wzruszenia.
Bardzo dużo opowiada o sobie. Kiedy pił, na pewno był duszą towarzystwa, wodzirejem. Nie wstydzi się ludzi. W przeciwieństwie do Krzyśka.
— Kiedy się ożeniłem, w środku byłem jeszcze chłopcem. Zbyt niedojrzałym. Dlatego zacząłem pić. Problem pojawia się w momencie, w którym używkami musimy kontrolować emocje. Można uzależnić się od półtora tysiąca rzeczy — mówi.
Ósmy krok

Wróciłem po kilku miesiącach. W międzyczasie zostałem eksmitowany z mieszkania. Zostałem osoba bezdomną. Mieszkałem na Dworcu Centralnym w Warszawie, w piwnicach, podziemiach i pod gołym niebem. Udawało mi się raz na jakiś czas stanąć na nogi, ale stabilizacja trwała do pierwszego kieliszka. Później wszystko się waliło i znowu lądowałem na bruku. Trwało to latami. Nie wiem tak naprawdę, ile czasu byłem bezdomnym, a ile nie.
Dziewiąty krok

Krzysiek mówi, że jedyną różnicą między bogatym a biednym alkoholikiem jest tylko jedna. To trumna. — Bogatego pochowają w kryształowej, a biednego w sosnowej — mówi. — Jak miałem pieniądze, to piłem wódkę, a jak wszystko zaczęło się walić, to piłem denaturat. Ważne było tylko to, żeby być na rauszu — dodaje.
Wszyscy kiwają głową, słysząc to stwierdzenie. Paweł dodaje, że jak umrze bogaty alkoholik, to nie przez wódkę, a na atak serca, zawał albo wylew. Biedny po prostu zapije się na śmierć. — Sporo chłopaków, których poznałem na mitingach, z tego wyszło. Niestety cześć wylądowała w piachu — opowiada Krzysiek.
Dziesiąty krok

Straciłem wszystko, łącznie z nazwiskiem. Wśród osób bezdomnych posługiwaliśmy się jedynie pseudonimami. Spotkałem się z moją dorosła już córką, która w trakcie moich ciągów zdążyła zdać maturę i skończyć studia. Poznała mnie, chociaż nikt z bliskich już nie był w stanie. Zaproponowała mi pójście na odwyk do szpitala. Zgodziłem się, bo chciałem mieć gdzie spać, wykąpać się i obciąć włosy. Tak wylądowałem na detoksie w szpitalu.
Najgorsze było to, że nadal nie wierzyłem w chorobę. Chciałem się tylko nauczyć kontrolować picie. Nie wyobrażałem sobie, że mogę nie pić alkoholu. Jeszcze w szpitalu trafiłem na miting AA. Była to chyba pierwsza grupa działająca w Olsztynie. Tam poznałem mężczyznę, który był przejazdem w Olsztynie i musiał spotkać innych alkoholików, żeby samemu się nie napić. Doznałem olśnienia, bo on mówiąc o sobie, mówił tak naprawdę o mnie. Wtedy zrozumiałem, że jestem alkoholikiem. To było jesienią 1986 roku. Od tego czasu nie piję.
Jedenasty krok

Spotkanie powoli dobiega końca. Alkoholicy dopijają swoje kawy. Zaczyna się powolne rozluźnienie. Mimo że mitingi nie są związane z żadną religią czy systemem światopoglądowym, czuć w ich trakcie podniosłą atmosferę. Klimat charakterystyczny dla spotkań religijnych. Wszystkim przyświeca jedna idea: nie chcą znowu zacząć pić. Z alkoholizmu nie można wyjść. Jest w końcu przewlekłą chorobą o bardzo wysokiej śmiertelności.
Większość z osób obecnych na mitingu doświadczyła śmierci kogoś, kto się zapił. Każdy z nich stracił coś. Dla jednego tragedią była strata pracy, dla innego strata rodziny albo domu. Zdają sobie sprawę z tego, że cały czas muszą nad sobą pracować. Żeby nie wrócić do picie. Wszyscy są uczuleni na alkohol. Powrót do normalności jest niezwykle trudny.
— Musiałem nauczyć się bawić, rozmawiać, uprawiać seks na trzeźwo — mówi Krzysztof. — Po odstawieniu alkoholu świat stracił kolory.
Odzyskuje je dopiero po pewnym czasie, ale ten moment wyjścia jest naprawdę ciężki. Musisz znaleźć sobie jakieś hobby, żeby mieć czym się zajmować — dodaje.
Alkoholików, którzy przestali pić, można porównać do osób powracających z wieloletniej podróży do domu rodzinnego. Znają plan miasta, ale bardzo dużo rzeczy się w nim zmieniło. Potrzebują przewodnika, który wyjaśni, co się zmieniło, i jak mają trafić z punktu A do punktu B.
Anonimowi alkoholicy mają swoje własne imprezy. Grupy organizują wyjazdy z małżonkami lub partnerami. Choroba integruje alkoholików i ich bliskich, tak samo jak ma to miejsce w przypadku osób cierpiących na inne przewlekłe choroby. Są dla siebie braćmi. Dlatego co tydzień wracają na miting. 
Schronisko dla bezdomnych przy Towarowej. Piątek, godz. 11
Dwunasty krok

— Bardzo ważne jest dawanie i pomoc innym. Po zaprzestaniu picia zająłem się pomocą osobom walczącym z alkoholizmem. Byłem sponsorem innych alkoholików i terapeutą przez dwadzieścia lat. Teraz niestety zdrowie już mi na to nie pozwala, ale dalej spotykam się z innymi alkoholikami. Chodzę na trzy mitingi trzech grup. Najbardziej lubię właśnie ten w schronisku dla bezdomnych.
•••

Dwunasta tradycja AA mówi: anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszych tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed tradycjami.
Dlatego wszystkie imiona bohaterów tego artykułu — uczestników mitingu — zostały zmienione.
Co to jest?
Anonimowi alkoholicy (AA) to grupy samopomocy zrzeszające osoby uzależnione od alkoholu. Spotkania mają im pomóc w utrzymaniu trzeźwości własnej i innych uczestników mitingu.
AA powstało w latach 30. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. W Olsztynie obecnie działa 11 grup anonimowych alkoholików. 12 stopni wykorzystują również grupy wsparcia dla rodzin i przyjaciół osób uzależnionych Al-Anon.
Tekst z Gazety Olsztyńskiej z 20.02.2015

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się