Maturzystki

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 25 maja 2012, 17:03:20, Tagi:  rohypnol tramal ruchanie rozpierdol

Maturzystki

 

Obserwuję go nago. Nie ma większego ode mnie. Na szczęście. Wcześniej byliśmy na wernisażu. Nie wiem dlaczego tam chodzi. Później poszliśmy większą ekipą na piwo. Poszedłem zamówić mu browar, bo nie miał na to kasy. Podszedłem do dwudziestoletniej barmanki, którą chętnie bym wyruchał na wszystkie możliwe sposoby. Zapłaciłem za dwa piwa. Do jednego wlałem mu trochę tramalu. Małą ilość, bo nie wiem jak zadziała na jego uszkodzony w młodości mózg. Postawiłem przed nim i obserwowałem jak zagaduje do ludzi wokół. Taka powernisażowa maskotka. Później skupiłem się na zerkaniu na moją byłą, która siedziała z jakimś frajerem kilka stolików dalej. Zastanawiałem się jak długo z nim jest, bo dwa tygodnie wcześniej wkładałem jej ręce w majtki. Nie była niezadowolona. Ciekawe czy po tym jak się ubrała i poszła na przystanek dzwoniła do tego typa z którym teraz wymienia miękkie spojrzenia. Wyjąłem szlugi z nerki i wyszedłem przed knajpę. Robi się coraz cieplej. Teraz Paweł. Upośledzony dwudziestoczteroletni mężczyzna z zarostem nastolatka stoi nago upierdolony lekami i alkoholem. Puszczam mu amerykański hip hop. Jest jakaś dwudziesta pierwsza i niedługo jego ciotka zacznie się o niego martwić i wydzwaniać po znajomych ze środowiska. Odpalam na komputerze strony porno i szukam podobnych do niej aktorek. Do niej, czyli dziewczyny, która na pewno go interesuje. Anorektycznej. Młodo wyglądającej. Z biustem, którego prawie nie ma. Chłopięcej, a nie gwiazdy ruchania z cyckami większymi niż może sobie wyobrazić. Zatrzymał się na obrazie kilkunastoletnich płaskich dziewczyn ze swojej podstawówki. Gdybym pokazał mu kobietę z wielkim biustem, to nie uwierzyłby w nią. Paweł wierzy w płaskie klatki piersiowe, bo nie pamięta swojej matki. Odpalam mu pornola i odchodzę. Staję dwa metry za nim, a on uwalony obserwuje jak koleś z wielkim kutasem wchodzi w kruchą dupeńkę. Ja w tym czasie wysyłam do byłej smsa, w którym pytam o tego typa. Pytam też czy wpadnie jutro do mnie, to znowu zdejmę z niej ubranie. Odkładam komórkę i obserwuję sparaliżowanego strachem Pawła. Każę mu się ubierać i zamawiam mu taksówkę. Płacę z góry i wsadzam go tam. Jest kwadrans po dwudziestej pierwszej. Ciotka się nie zorientuje. Nie wie jak działają leki w kombinacji z alkoholem. Jest tępą cipa po gastronomiku. Dostaję smsa, że mam spierdalać. Cieszy mnie to, bo są jakieś emocje. To miłe z jej strony, że nie jestem jej obojętny. Zapalam papierosa pod blokiem i przez chwilę zastanawiam się czy nie pojechać dzisiaj na dziwki. Jeszcze mnie na to teraz stać. Wybrać i zapłacić. Tak po prostu. Po dwóch papierosach, które wyrzucam do małej kałuży decyduję, że nie.

 

Paweł się nią jara od kilku miesięcy. Poznali się na warsztatach plastycznych, które organizowane były na wydziale artystycznym. On był ciekawskim z miasta, a ona prowadziła tam zajęcia z rzeźby. Ona ma na imię Ania, jak prawie dwa miliony kobiet w kraju. Nie jeste jednak tak pospolita, ma jakieś pęknięcie. Cały czas nie mogę zrozumieć jakie, ale to działa na Pawła. Jak cos działa na niepełnosprawnego intelektualnie, to musi być naprawdę mocne. Musi to czuć poza neuronami. Coś go tam spoliczkowało na tym workshopie. Ja wtedy stałem z boku i wszystko łapałem. Obserwowałem. Miałem opisać całość i wrzucić tekst na ich stronę. Nudziłem się i próbowałem znaleźć na sali jakąś atrakcyjną kobietę. Bezskutecznie. Anie znam od dawna, nigdy mnie nie pacała. Obserwowałem jak wokół niej kręcą się freaki i pracownicy dużych firm. Ona ich połykała, mieszała ze swoją śliną i spluwała na chodnik. Właśnie w tej pracowni poznaliśmy wszyscy Pawła. Po wszystkim zrobiliśmy after u mnie. Kupiliśmy po drodze trochę alko, ktoś tam miał lolki. Paweł szedł w środku, blisko Ani. Widziałem jak ufnie na nią patrzy, jak na matkę. Tak, żeby za daleko nie odeszła. Na wyciągnięcie ręki, albo dwa czy trzy kroki. Jaram się tym widokiem. Jesień była ciepła, więc Ania była lekko ubrana. Cały czas zastanawiało mnie wtedy czy go to paca. Czy chciałby ją rozebrać i sprawdzić jak wygląda pod ubraniem. Czy piersi rzeczywiście są tak małe, jak początkowo się wydaje. Usiedliśmy u mnie w salonie i zaczęliśmy pić. Nic szczególnego. Jakieś dziesięć bardziej lub mniej znanych mi osób z delikatna przewagą kobiet. Paweł chyba wyszedł pierwszy. Nie wiem. Rano miałem już zaproszenie do znajomych na facebooku. Jak większość ludzi.

 

Po całej wieczornej akcji z pornolami budzę się przed ósmą. Jestem strasznie spokojny. Była mi nie odpisała. Słońce jeszcze nie nakurwia mi przez żaluzje. Wchodzę pod prysznic i oblewam się na zmianę ciepłą i zimną wodą. Podobno jest to odpowiednie na budzenie. Mnie za bardzo nie rusza. Mam poranną erekcję. Pod prysznicem zastanawiam się co mógłbym z Pawłem zrobić, jak daleko zajść z nim. Teraz jest moim uczniem i mam dla niego zadania do wykonania. Trochę jak gra role playing. Dostałem go praktycznie bez właściwości. Czysty. Początek gry i nie wiedziałem jak to dalej pociągnąć, w sumie nadal nie wiem. Po wczoraj nie jest już czysty, trochę przybrudziłem jego biografie erotyczną. To pewne. Pierwsze kontakty z kobietą, na razie wirtualne. Sama obserwacja. W kolejnych ścieżkach musi być już dotyk, albo bardziej realne rzeczy od tej chudej dziwki na ekranie i tego wielkiego penisa. Wychodzę nago do salonu. Siadam przed kompem i czytam wiadomości sportowe. Później kultura. Na końcu lokalne. Wiem wszystko, ale nie zrobiłem jeszcze wszystkiego. Jaram się. Kawa i teraz przeglądam oferty pracy i tanie loty na północ Europy. Latem lepiej żeby była wiosna.

Z Anią praktycznie o nim nie rozmawiam. Staram się maksymalnie ich obserwować przy okazji przypadkowych spotkań. Zbieram informacje i staram się myśleć o kolejnych możliwych akcjach. Minimalizować możliwości ich wyborów. Nie ingeruję, bo to byłoby zbyt proste. Wolę wiedzieć. Spotyka się czasami z nią sam na sam. W jej domu. Pijemy kawę i rozmawiamy o pomysłach na eventy artystyczne. Podsuwam jej pomysły na potencjalnych sponsorów. Kilka razy przy mnie odbierała od Pawła telefony. Zlewała go. Nic tak nie nakręca jak zlewanie. On się całkowicie nie zraża, może nieświadomie prowadzi z nią grę, tak mi się wydaje. Musi w tym być seks, czuje to podskórnie. Nie wierzę w czystość. I już.

 

Dzwonię do Pawła. Nie odbiera, może jeszcze spać. To bardzo możliwe, po takiej kombinacji. Dla jego mózgu to mógł być szok. Mam nadzieję, że obudziłem w nim coś. Podobno największy popęd seksualny mają dzieci do piątego roku życia, ale nie zdają sobie z tego jeszcze sprawy. Biorąc pod uwagę, że wypadek Pawła miał jakoś miejsce w okolicach podstawówki, to jego popęd wciąż był silny i ciągle nieuświadomiony. Wszystko pasuje, że on nie wie dlaczego mrowi go w okolicach tego czym sika. Nie wie dlaczego kiedy spotyka Anię, to niewygodnie mu się później sika. Paweł jechał jako pasażer ogarem. Jego brat chciał się popisać i wywalił gdzieś na wiejskiej drodze w drzewo. On zginął, a Paweł został wiecznym dzieckiem. Nie odbiera i to przestaje mnie frustrować. Cieszy mnie to tak naprawdę. Coś na pewno ruszy w nim. Próbuję zadzwonić do byłej dziewczyny, ale ciągle mnie rozłącza i pakuje się na pocztę głosową. Irytują mnie strasznie takie zagrania, bo pieniądze na koncie się kruszą. Odpadają i ich nie ma. Później zaczyna się powolny marazm, bez nich. Za oknem jest nawet ładniej niż wczoraj i dużo ładniej, niż przedwczoraj. Wszystko idzie chyba w dobrym kierunku. Zaczynam się jarać zbliżającymi tygodniami. Piszę sms, a w nim trochę grożę i trochę flirtuję. Jednocześnie.

 

Siedzę wieczorem z dalekimi znajomymi w pubie i myślę nad tym jak otworzyć Pawła. On nie odpowiada na moje telefony, tak samo jak moja była. Wypijam kilka piw, wymieniając się niezobowiązującymi uwagami. Wracam jeszcze przed północą do domu. Spacerem. Powoli. Pod koniec zaczyna lekko padać, krople łapią mnie pod samą klatką. W tym samym momencie dostaję smsa, że możemy się spotkać. Od Pauliny, mojej milczącej byłej. Zastanawiam się co robić, bo pogoda się zwaliła. Piszę, żeby przyszła do mnie. Wchodzę do pokoju i padam na łóżko, ze zmęczenia tym wszystkim. Jednak ostatnie dni. Tygodnie. Mnie obciążają. Paweł siedzi mi, tak samo jak ta kurwa. Ania też jest w to wplatana. Kończy się kasa. Nic mi nie odpisuje, ja też nic nie piszę. Włączam muzykę i zasypiam w ubraniu. Śni mi się pierwsza dziwka u której byłem. Stoi przede mną w czarnym gorsecie i jej czterdziestoletnie cycki wypadają zza niego. Podchodzę. Chwytam za zlewę ramię i odwracam do siebie tyłem. Zrywam jej majtki. W zasadzie rwę i rozpinam gorset. Odsłaniam poorane i gnijące plecy. Dostaje torsji i wybudzam się z nich. Zapalone światło i zapętlony kawałek na kompie. Szukam fajek i zdejmuję ubranie. Odpalam szluga i kładę się nago. Nie przykrywam się, bo jest mi stanowczo za ciepło w tym momencie. Miotam się na łóżku przez jakiś czas i zasypiam akurat wtedy kiedy ptaki zaczynają się odzywać. Robi się jaśniej, a ja przez chwilę chcę się czymś zniszczyć. Przechodzi mi. Sen następujący jest całkowicie czarny.

 

Udaje mi się dodzwonić do Pawła po trzech dnia od ostatniego spotkania. W trakcie rozmowy nie wraca do tego. Wyparł wszystko, chyba. Smutne, że j tak się staram zrobić z niego faceta, a on to olewa. Wszystko. Rzeczy które jestem w stanie dla niego zrobić, żeby wreszcie zaruchał. Mam nadzieję, że ostatecznie. Na końcu drogi będzie mi wdzięczny. Proszę go o spotkanie w kawiarni. Muszę się trochę wkupić w jego pięcioletni umysł, najlepiej słodyczami i estetyczną przestrzenią. Jest w miarę ładnie i przez to też mam lepszy humor. Wychodzę pooglądać licealistki pod blok. Mieszkam blisko ogólniaka i to taki czas, że wszystkie idą tam. Siadam na ławce i chyba niedługo będą jakieś próbne matury. Kupuję jeszcze napój energetyczny w sklepie osiedlowym i wracam na ławkę. Palę i popijam. Obserwuję rożne nastolatki od modelkowych po grube i brzydkie. Jestem spokojny, bo dzisiaj czuję, że każda z nich mógłbym mieć. W tym momencie. Nawet niedogolony i lekko zapuchnięty po spaniu. Jestem ustawiony na popołudnie z nim. Z obiektem moich planów, które mam zamiar realizować bardzo skrupulatnie. Gdybym miał notatnik, planer – to tam miałbym wszystko rozpisane. Lubie też grafy. Drzewka decyzyjne. Nie mogę się doczekać. Dopalam i wchodzę do domu. Zdrzemnę się. Prześpię te parę godzin.

 

Do kawiarni ubieram się na luzie. Nie chcę, żeby mnie się bał. Spłoszenie Pawła jest rzeczą niedopuszczalną. Muszę być jego ziomem teraz. Najlepszym powiernikiem jego mózgu. Tej dziecięcej emocjonalności. Nie będę naciskał, jeżeli chodzi o kobiety. Nic nie powiem o Ani. Nie wspomnę ani słowem o filmie, który mu pokazywałem. Jest zajebiste popołudnie, naprawdę. Kobiety ubierają się luźniej. Zwiewniej. Bez zbędnych elementów. Zamawiam kawę i siadam w świeżo otwartym ogródku. Po starówce kręci się sporo osób, zbliżający się weekend. Spacerujące pary. Różne. Estetyczne i antyestetyczne. Paweł się spóźnia jak na razie pięć minut, biorę pod uwage to, że jest upośledzony. Pewne rzeczy można mu wybaczyć. To na pewno. Bawię się komórką, co przez pierwsze dziesięć minut jakoś mi pomaga. Jednak po czterdziestu pięciu minutach zaczynam się już lekko wkurwiać. Ostatecznie nie przychodzi, a mi jest mało przyjemnie. Robi się już powoli ciemno, a poza tym robi się też zimniej. Postanawiam zamienić kawę na alkohol. Myślę, że jest to dobre rozwiązanie. Zabieram się do baru w którym pracuje znajomy. Knajpa stoi na uboczu i jest dość obskurna. Będzie cicho i spokojnie, tam napiję się w spokoju piwa. Może wódki. Na zewnątrz jest już wystarczająco ciemno, Martwi mnie to, że Paweł mnie osrał. Myślę, że trzeba będzie wprowadzić jakąś lekką formę przymusu. Może znowu farmakologicznie. Wolałbym jednak, żeby wracał do mnie sam z siebie. Bez zbędnych tabletek, bo ważna jest dla mnie w tym wypadku świadomość. Operacje na otwartej ranie. Dostaję smsa, że jestem pojebem i tak dalej. Uśmiecham się, bo mnie to strasznie bawi. Wypijam trzy kolejki wódki. Wychodzę z knajpy i zapalam spliffa. Lekki swojak, który nie zrobi z mojej głowy papki w dzisiejszy wieczór. Chcę być bardzo spokojny. Chowam się na moment w parku. Zastanawiam się, a dookoła jest bardzo estetycznie. Dawno tak nie było, a nawet w tym momencie, dzięki temu. Wszystko mnie jebie. Teraz chcę poruchać, strasznie mocno. Nieważne co, ważne żeby. Ostatecznie zawsze mogę za to zapłacić. Nie musi być w końcu godzina, mogę to zrobić w piętnaście minut. Wliczając mycie i wyjście. Zapalam jeszcze jednego lolka, który całkowicie mnie odpręża. Wchodzę do dusznej knajpy, w której siedzi sporo osób. Zamawiam wódkę waniliową ze spritem i sokiem pomarańczowym. Zaczynam wyszukiwać potencjalnych przygód. Obserwuję wszystkie kobiety, nawet siedzące z innymi mężczyznami. Dzisiaj nie mam już żadnych oporów. Dwie potrzebne mi teraz osoby nie odpowiadają na moje telefony. Poza tym wszystkim jest mi dobrze. Miękko w środku, mam ochotę rzucić się na łóżko. Z kimś. Sprawdzam komórkę. Słodkie drinki. Mocne szlugi. Tak piszę. Uśmiecham się połową twarzy. W prawym rogu knajpy, zaraz przy drzwiach siedzą dwie dziewczyny. Jedna ukradkiem na mnie zerka. Chciałbym teraz ją mieć, jestem już skoncentrowany. Zwalniam picie, żeby nie bełkotać jak jakiś idiota. Reszta knajpy w tym momencie mnie nudzi. Jest już po dwunastej i czwartek. Na pewno studentka, inaczej myślałaby już pójściu. Wygląda jednak na dosyć rozluźnioną. Przy jej lewej dłoni leży paczka niebieskich lmów. Pali, czyli będzie musiała wyjść na szluga. Mam już punkt zaczepienia. Stoję przy barze z idealnym widokiem. Wychodzi. Biorę drinka. Wychodzi sama, a przed knajpa chyba nikt nie pali. Jebać Pawła. Pierdolić byłą. Mam szczęście dzisiaj. Pod knajpą wdaję się w dyskusję o totalnych pierdołach. Studiuje rosyjską. Wchodzimy do środka i tam stawiam jej dwie kolejki orzechówki. Gadamy coraz luźniej. Proponuję jej blanta i kiedy się zgadza, już wiem. Wszystko toczy się tak jak powinno, ja już jestem pijany. Przysysamy się i wzywam spod knajpy taksówkę. Wkładam dłoń pod jej koszulkę. Kciukiem masuję sutek. Ma dwadzieścia lat. Ma na imię Asia. Ja mam dwadzieścia siedem i wsiadam z nią do taksówki.

 

Otwieram oczy i jestem w skotłowanej pościeli. Obok leży moja nowa koleżanka. Reszta nocy była walką z erekcją. Wódka i seks nie są kumplami. Na szczęście obydwoje byliśmy wystarczająco mocno zrobieni. Sprawdzam komórkę, jest ósma. Dostałem trzy smsy. Dwa od byłej, o tym żebym się od niej odpierdolił. Jeden od Pawła, czy mogę się z nim spotkać pogadać. Odkopuję ubrania kumpeli o imieniu Asia. I idę wziąć prysznic. Nie budzę jej, bo na chwilę obecną nie mam jej nic ciekawego do powiedzenia. Na pewno też nie pójdę po bułki. Boli mnie głowa i w lustrze widzę, że jestem strasznie zapuchnięty. Jeszcze zanim zasłonię brodzik, dzwonię do Pawła. Umawiamy się na jedenastą. Przed jego zajęciami terapeutycznymi. Ogarniam się szybko. Z łazienki wychodzę świeży, nie ma na mnie już zapachu dwudziestoletniej studentki, która wciąż leży w moim łóżku. Będę musiał zmienić pościel. Obserwuję ją, jak teraz leży bezbronna i nie zdaje sobie jeszcze sprawy gdzie tak naprawdę jest i dlaczego nie jest to jej pokój w akademiku. Mam to chyba w dupie, pewnie więcej tu nie wyląduje. Po kilku przypadkowych spotkaniach w knajpach, na których będę ją zbywał, zacznie uważać mnie za złamasa. Budzę ją dotykając drobne ramię. Jest ewidentnie atrakcyjna. Szczupła blondynka ze średnim biustem. Nie okazała się stylistyczną wpadką, to dobrze. Kiedy na nią patrzę, od razu wiem, że jest jeszcze pijana. Zbieraj się. Mam spotkanie, mówię tak. Ona chyba jest nawet lekko przerażona w tym swoim porannym najebaniu.

 

Wyszedłem razem z nią. Ona na przystanek, ja do sklepu. Kupiłem jakieś tam jogurty i bułki. Wróciłem od razu do siebie, żeby uporządkować pokój. Robię to bardzo dokładnie. Piszę do byłej sms, czy możemy się dzisiaj spotkać. Odpowiada, że ma czas po trzynastej. Odpowiadam, że mi to pasuje. Jestem tak szczerze podjarany tym wszystkim. Układam książki bez żadnego klucza, ale przynajmniej równo. Wycieram kurze. Takie jestem tym wszystkim nakręcony. Dwa tak strasznie dla mnie ważne spotkania jednego dnia. Sprawdzam prognozę pogody i ma być w tych godzinach w okolicach dwudziestu jeden stopni. Zachmurzenie małe. Biorę jeszcze jeden prysznic, bo chcę być idealny. Lekko trymuję zarost. W kuchni przygotowuję im poczęstunki, będą naprawdę smaczne. Będzie romantyczna atmosfera zwierzeń. Sprawdzam co dwadzieścia minut komórkę. Przed wyjściem po Pawła poprawiam włosy. Jestem gotowy na to. Na kompie mam zdjęcia Ani, które robił mój kumpel. Akty. Mam też gotowe filmy pornograficzne, tym razem nie będę ich szukał. Wszystko jest idealnie dograne. Wychodzę przed blok obserwować licealistki. Znowu czuję, że mógłbym je mieć i to znacznie łatwiej, niż wczorajszą studentkę. Dawno nie spałem z nastolatką, pewnie od początku studiów. Zaciągam się papierosem. Kupiłem dzisiaj odświętne.

 

Paweł stoi przy ogrodzeniu. Niedaleko bramki prowadzącej do ośrodka. Ma za duże spodnie w kant i pryszcze na twarzy. Buty to podrobione all stary z białą podeszwą. Koszulka czarna bez żadnego wzoru, twarz jak zawsze zaskoczona. Jakby dziwił się, że oddycha i dookoła są ludzi, że mówią do tego po polsku. Jak on. W tym momencie uwielbiam go strasznie mocno. Bardzo. Bardzo. Czuję ciepło w sercu.

 

Tomek, mówi do mnie, chcę porozmawiać z tobą poważnie i szczerze. Chodzi o dziewczyny,

 

czuję teraz mrowienie na całym ciele.

 

Dobrze Paweł, pogadamy o nich u mnie,

 

chwytam go za ramię i zabieram do siebie. Jest taka wiosna, a do mnie jest naprawdę blisko. Idziemy przez zapchany park. Wymijamy młode dziewczyny z wózkami. Bliźniaki i jedynaki. Nastolatki siedzą na ławkach i palą pety. Przez całą drogę. Krótką. Nie odzywamy się do siebie. Cisza ładuje mi akumulatory. Mój pokój jest pierwszy raz od dawna perfekcyjny. Wchodzimy na pierwsze piętro. Otwieram mu drzwi i przepuszczam. Pytam czy chce papierosa, a on odmawia jak zawsze. Dlatego nie mogłem go nigdy odurzyć trawą. Dym dla niego pewnie kojarzy się z kadzidłem. Opowiadał, że z ciotką chodzi co niedzielę do kościoła u siebie na osiedlu. Czasami mówi o nowym wikarym, który lubi poezję. Połykam to wszystko, nakręcam się. Siadamy w pokoju. Odpalam mu delikatny kawałek, trochę jak na randce. Podaję sok z mało ilością hydroksyzyny, żeby go rozluźnić. Nie może być spięty, bo to nie wpływa dobrze na naszą komunikację. To co z tymi dziewczynami, pytam. On trochę się kręci, za chwilę jego organizm się uspokoi. To tylko jedna tabletka, na pewno po tym nie zaśnie.

 

Jest taka jedna dziewczyna, na pewno nie wiesz która,

 

ośmiela się.

 

Ania,

 

wyprzedzam go. Trochę jest zszokowany, ale oczy ma już lekko zmulone. Nie wie co odpowiedzieć, bo teraz ja wiem wszystko i on nie zdaję sobie sprawy, że to wszystko widziałem. Już tak dawno temu, wszystkie delikatne i te mniej objawy jego chcicy. Nieuświadomionej. Jaram się nią teraz. Jego chucią i erekcją, kiedy oglądał tego zimnego pornola.

 

Chcesz Anie zobaczyć nago. Stojącą teraz przed tobą. Pomyśl, że teraz stoi na środku pokoju i ty na nią taką patrzysz. Wygląda jak ta dziewczyna z filmu,

 

mówię mu to i odpalam pornola. Brutalny seks analny. Obrzydliwe ciężkie ujęcie a trakcie którego którym koleś wsadza w tyłek penisa. Obserwuję Pawła, jego szok i szkliste oczy. Zaczyna płakać. Siadam koło niego i go przytulam. Prawa ręką najeżdżam na krocze. Ma erekcję. Jestem zadowolony. Głaszcze go po głowię i mówię, że wszystko będzie dobrze. Cieszę się.

 

Ona ma przyjść koło godziny trzynastej. Zna to miejsce bardzo dokładnie, więc trafi całkowicie spokojnie. Kładę Pawła spać, jest taki spokojny. Gładzę jego przetłuszczone włosy. Wycieram później w spodnie. Mam ciemne, nie będzie plamy. Całuję go w czoło. Idę do salonu i spokojnie piję herbatę z mojego ulubionego kubka. Słucham jakiś ambientów, bo teraz jestem strasznie zniecierpliwiony. Wychodzę przed blok, znowu obserwuję nastolatki, ale teraz jakoś same brzydkie. Nie ma wśród nich miss miasta. Ewidentnie przechodząca koło mnie otyła nastka nie zostanie nią w te wakacje. Smuci mnie to trochę, przez chwilę. Paweł mnie rozczulił, jego przerażenie było jedną z najsłodszych rzeczy. W życiu. To tak jak małe kotki, albo kulawe psy. To wszystko i tak później topi się w Łynie, albo nad Długim. W paczce szlugów mam przygaszoną końcówkę blanta, którą odpalam. Jest za mało, żebym się zrobił. Tak samo mało, żeby ktoś tez mógł skumać, że pod drzwiami palę jointa. Jestem spokojniejszy. Wracam na górę dopić herbatę.

Dzwonek domofonu, wstaję i otwieram bez podnoszenia słuchawki. Wchodzi po schodach, słyszę ją dokładnie. Na na sobie sportowe buty, poznaję. Pewnie jasne conversy. Zostawiam półotwarte drzwi.

 

Pijesz coś?

 

pytam, widzę kątem oka, że jest ubrana bez zbędnych starań.

 

Coś zimnego, niekoniecznie z alkoholem. Mam dzisiaj jeszcze kilka spotkań,

 

próbuje mnie sprowadzić na ziemię. Ma na imię Asia. Joanna i to mi strasznie się podobało. Na samym początku. Idealne imię do zakochania, tak pomyślałem parę lat temu. Teraz już tak nie myślę, co najwyżej idealne imię do seksu. Podaję jej colę z lodem. Sam na razie nic nie piję.

 

Przyszłam, no i co?

 

naprawdę nie chcę się z nią kłócić, to wszystko nie ma na celu agresywnej wymiany zdań. Ma na sobie obcisłą niebieską koszulkę. Jakieś dżinsy i conversy. Jednak też chce mi się pić. Idę do kuchni i nalewam sobie wody z kranu. Wracam i siadam koło niej. Powoli obserwuję jak jej oczy zachodzą mgłą. Odpływa. Rohypnol zaczyna działać.

Rozbieram ją powoli. Każdą część garderoby zdejmuję bardzo delikatnie, nie chcę jej zrobić krzywdy. Tak naprawdę. Nadal uważam, że jest naprawdę atrakcyjna. Teraz zostaje w bieliźnie. Patrzę na nią, a ona nic nie kuma. Zdejmuję resztę. Nie dotykam nie gładzę. Staram się nie podniecać, myślę o niej jak o lalce.

Paweł ma odpowiedni koktajl w sobie, wszystko ułożyło się idealnie. Siedzi już nago. Biorę go za rękę. Prowadzę do salonu. Na półce z książkami leży aparat. Podchodzę do Pawła. I szepczę w ucho

 

Patrz, to Ania.

Komentarze (7)

  • Lubię texty Krawiela... Są na swój sposób doskonałe, z niesamowitą expresją i napięciem wewnętrznym...

  • Przeczytam jutro.

  • Nieżle czyta się ową rzecz o specyficznym Samarytaninie,wprowadzajacym w arkana ars amandi nieszczęsnego Pawła. Drobne literówki nie podważają wymowy tekstu.

  • Michał! Jesteś rewelacyjny! Rozumiesz powagę sytuacji, rozumiesz, że bierzesz się za bary z poważną sprawą! Zbawienie literatury przyjdzie z północnego wschodu. Świetna, gęsta proza. Drażni, trafia, wyznacza pole dla współuczestnictwa w ludzkim dramacie!

    • m c
    • 26 maja 2012, 16:11:34

    Ech, świetnie. Narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym robi tu różnicę:) Pozdrowienia.

  • Małgorzato nie odkładaj do jutra. Naprawdę warto przeczytać dziś.

  • Czytałem jednym tchem, niekiedy nawet dwoma :)
    Pod wrażeniem.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się