Kalifornia 3

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 11 września 2010, 19:30:58, Tagi:  kalifornia emo rozpierdol

Kalifornia 3- Hash

 

-1

 

Ja wcześniej paliłem papierosa na balkonie i obserwowałem panoramę Warszawy. Niektórzy zalewają się potem, a ona zalała się śluzem. Obserwuje jej łono i wejście do pochwy. Czuję się jak prowadzący diskowery czanel.

Pięć godzin wcześniej leży na zmrożonej ziemi i dusi się. Wszystko wciśnięte w podwórko, którego nie potrafię dokładnie opisać. Wiem, że był trzepak i ona na ziemi. Podnoszę ją. Jest teraz tak delikatna, że nie mogę się oprzeć podnieceniu. W naszych domach umierają partnerzy. Jeden po drugim. Przełom listopada i grudnia. Obniżona odporność i można po prostu zachorować. Jedziemy taksówką i pięć godzin później siedzimy na materacu. Ona jest tak wilgotna. Patrzę i wiem, że od początku samego powinienem się bać.

 

-2

 

Wsiadamy do taksówki. Wcześniej negocjujemy cenę, żeby dojechać na sam koniec Wrocławia. Jedziemy przez Mosty Warszawskie i wjeżdżamy w Kromera, gdzie kilka dni wcześniej typ zajebał dziadka nożem. Czterdzieści ciosów musiało zrobić niezły dżem z ciała. Zawsze fabryki. Cały czas fabryki i kwasy. Cały czas później wsiadamy do taksówek, pociągów, tramwajów i autobusów. Przesiadamy się i zmieniamy dworce. Chowamy się w klubach i wychodzimy tylko nocą.

 

-3

 

John Frusciante śni mi się. Siedzimy w warszawskim klubie przy starej maszynie do szycia. Nie ma zębów. Ja palę marlboro lighty. W softpacku. Jest bardzo późno. Jest tez listopad. A ja pije piwo łomża z butelki. Jestem strasznie zmęczony bo cały ranek spędziłem w pociągu i pod Opolem wsiadła gruba kobieta. Zajmując miejsce. Nie mogłem spać.

U mnie jest kac. a kobiety to samo zło. wszystkie to dziwki. Mnie tam nigdy nie żal kurew”

Jakby w słuchawkach. Jakby status na fejsbuku albo gronie. John Frusciante nie istnieje. Siedzę sam w tym klubie.

z punktu kulturoznawczego każda kobieta to dziwka”

Ustawiam status sobie tatuuje je na profilu. Na portalu. Na blogu. Bo jestem ostatnio strasznie publiczny w swoich emocjach i do bólu wykorzystuje możliwości łeb dwa zero.

 

-4

 

Mam lat siedemnaście i stoję pod blokiem na Powiślu. Na zewnątrz jest już gorzej, bo mam komiczna rudą brodę i włosy nachodzą mi na uszy. Jest grudzień i idą mrozy. Oddech już bez wydychanego dymu papierosowego. Mam w tym momencie coś z Rentona, bo akurat w nocy skończyłem czytać Trainspotting. Mam lat siedemnaście i erekcję.

 

0

 

Jest już prawie wiosna. Dawno nie byłem tak nakurwiony i jest to tak jebitnie banalne. W klubie stoi stary pank z równie starym jamnikiem. Z kasety leci Post Regiment. Starzy pankowcy powinni już umierać, jak ten typ który powiesił się kilka lat temu. Jego brat zszedł na serce jakiś czas później. Lata osiemdziesiąte się skończyły i tyle. W grudniu jej nie zajebałem, choć jej należało zajebiście mocno jej się należało. Już nie mam siedemnastu lat. Mam ich chyba z milion. Ona wygląda inaczej i jest równie ałt of kontrol jak ja. W tej grze są już nowe postacie i leki na uśmiech, bo czasami bywa smutno. Bywają też środki psychoaktywne i mnóstwo alkoholu. Coraz mniej jednak jest szans na happyend. Wygląda inaczej, jednak ja wciąż chcę się z nią pierdolić jak zimą na Kortowie. W sterylnej kuchni jednego z akademików.

 

1

 

Rozjebany jestem strasznie ja się układam wszystko drga i jest ciemno byłam u lekarza dostałam leki daj mi parę wymieszam z alko będę miał pizdę nie dam ja ich potrzebuję ja chcę się zajebać bo nic nie robię z ingliszem nie chce mi się patrzę i wiem że jestem teraz gonzo brakuje mi tylko kamery jestem jak Nick Cave i wiem że w tej chwili muszę zajebiście dryblować i jak Michel Jordan i Kobe Bryant jak Stomil w ekstraklasie w latach dziewięćdziesiątych jestem na swoim stadionie w klubie w którym spędziłem mnóstwo w chuj godzin byłem gwiazdą tam i zadawałem pytania i kurwa nagle przełamuje moją szczelną obronę strefową która nie dała sobie strzelić bramki i rzucić więcej niż osiemdziesiąt punktów w meczu robi to tak lekko że nie daję rady jak Messi jak Lebron James mój Denis Rodman i Rio Ferdinand wewnętrzny nie daje rady dotyka mnie ustami i kurwa znowu wiem że są w chuj miękkie i nie jestem już gonzo bo to ja powinienem przyprzeć ją do ściany jak kiedyś jakieś sto milionów lat temu i wjebać język w usta i czuć jak bardzo jest słaba delikatna i jak bardzo mam przewagę ale wiem że teraz nie jest tak łatwo zasady gry się zmieniły ja mam problemy kadrowe a ona ma mocniejszą ławkę trenerską ja jestem Gascoignem a ona młodym Owenem strzelającym gole na Euro jest jeden zero i teraz się broni i ja coraz bardziej się zajebuję i chyba nie będzie nawet remisu narracja jest z każdą minutą coraz bardziej emocjonalna i rwana

 

wydaje mi się, że tym razem wszystko pójdzie okej. Mam takie zajebiste przeczucie, że teraz na pewno zrobię jej krzywdę. Muszę to zrobić, bo lubie kończyć rzeczy, ale kurwa dotąd tego nie zrobiłem. Nazywać je po imieniu. Wyglądam paskudnie. Bardzo źle. Nie wychodzę z domu. Tylko co najwyżej do sklepu, ale mam zapas jedzenia na kolejne trzy dni i fajek. Jak się skończą papierosy, to spokjnie skręcę coś z kiepów. Mam ich dużo. W zasadzie nie chodzi o to, że jakoś cierpię. Nie ma tu nic do rzeczy kategoria miłości. Lowe lowe fak.

 

-Powiedz mi, bo to ważne. Bardzo, ale to bardzo importent bejbe- pytam teraz w tym momencie. Jestem łysy i nie wyglądam fajnie.

-Jestem teraz szczęśliwa- mówi ja mam na to wyjebane. Chcę dokonać kilku rzeczy.

-Zajebałbym tobie teraz w twarz, wiesz?- chciałbym to dopchnąć jak nóż w jej płaski brzuch z pępkiem który ma dziurkę po kolczyku. Nie wiem czy teraz go ma, bo nie mogę jej rozebrać. Chciałbym to skończyć. Pozamiatać nas. Wóz albo przewóz.

-Pięścią w oko. Jedno. Drugie. Żeby zapuchły i nie będę ich już więcej widać- nic nie mówi, nie bi się. Wie, że tego nie zrobię. To byłoby zbyt brutalne jak na to co było. Bardziej boi się, że ją zgwałcę. Tak dla zasady. Oblewając ją spermą, bo specjalnie dla niej nie waliłem konia od kilku tygodni. Żeby mieć pełne jądra.

-Pamiętasz kurwa jak rozjebałem swoje całe życie. Ułożone od a do z/ specjalnie dla tego, że chciałem bawić się w pościgi i ruchanie. Dla jebanych przygód. Jak okłamywałem wszystkich i tworzyłem przemyślane kłamstwa, żeby spędzić z tobą noc. Chcieć spedzić kolejne. Jakie to było zajebiście banalne. Ja pierdolę- nie patrzy na mnie. Pewnie się nabija, bo wiedziała, że tak będzie. Teraz rucha ją ktoś, kto na pewno nie jest mną. Bo ja nie mam jej pod sobą, ani też na mnie.

 

Pierdolona Kalifornia. Zawsze pojawia się kiedy myślisz, że już nie ma na nią opcję. Za każdym razem jesteś bliżej i bliżej. Później jest smutno w nocy. Po prostu i pojawia się tępa prędkość. Bez przestrzeni. Jak walenie powietrza.

 

Łapię ją za włosy. Ciągnę za sobą do samochodu. Otwieram bagażnik. Wrzucam tam. Niech leży.

-Jedziemy do Kalifornii- rzucam jej zamykając bagażnik. Wsiadam do samochodu. Odpalam go, choć nigdy nie prowadziłem. Nie jest to teraz ważne. Nie będzie lekko. To nie jest zabawa. To ril fakin lajf. Trzeba było się ze mną nie pierdolić, każdy może się wkurwić. Wszystko ma swoje granice, przekraczanie ich nie jest przyjemne. Wiąże się to z przykrościami.

Gadasz mi, że nie może my tego dopchnąć bo masz u siebie w domu kogoś, kogo ruchasz od kilku tygodni w sposób co najwyżej mało przyjemny. Dając mi dzień w dzień tekstowe dowody, że jesteś bardzo sucza. Nocami na Pradze dajesz mi dowody, że jesteś bezwzględna, a teraz martwisz się. Oj nie wierzę. Dlatego wkładam palce w twoją cipkę. Bardzo szybko zapominasz o swoim domu na Powiślu. To jest tak kurewsko proste.

Jedziemy dość szybko, bo kiedy zauważą twoją nieobecność, to na pewno ruszą ze swoimi fakultetami i umiłowaniem do lansu w pościg. Nie mam ochoty nawet na nich wszystkich patrzeć. Chcę jak najszybciej dojechać do granicy i zapalić jointa. Śniegu już nie ma. Pamiętasz jak pierwszy raz padał? Wtedy widzieliśmy się jakoś w grudniu. Siedzieliśmy w Lasku Kabackim, a ja później jechałem autobusem za dwadzieścia pięć złotych. Skupiam się na mało istotnych szczegółach. Pokażę tobie jak jest w Kalifornii i nie będziesz miała już ochoty już wrócić. Syndrom sztokholmski.

Dużo na początku gadaliśmy przez internet. Później dużo smsów. Później spotkania. Telefony. Pada deszcz. Jadę tak szybko, że jak nie wyluzuje, to zatrzyma mnie policja. Jesteś bardzo cicha w tym bagażniku. Prawie jakby ciebie nie było. Jakbyś nie istniała. W sumie jakby ciebie nie było wcale, to byłoby lepsze. Zdrowsze dla mnie. Kiedy tak jadę robi się jakby bezchmurne niebo. Gwiazdy przypominające pryszcze wyskakują po kolei. Układają się w konstelacje. Nawet nie zdajesz sobie sprawę jak konstelacje były kiedyś w moim życiu ważne. Jak samoloty. Nie obchodzi cię to pewnie. Masz wyjebane.

 

We Wrocławiu zatrzymuje się blisko nasypów i kupuję żelowe dildo. Jest już taka wiosna, że hoho. Na południu zawsze jest szybciej niż na Warmii. W Kalifornii zawsze jest ładnie, musisz mi uwierzyć. W drodze do granicy zatrzymuję się na leśnym parkingu.

-Jesteś taka delikatna, wiesz? Taka jesteś właśnie teraz najlepsza. Jak leżysz i nic nie jesteś w stanie zrobic- mówię jej to teraz, bo naprawdę czuję się całkiem fajnie z jej wyglądem. W tej chwili. Teraz. Tak skupiona. Tak mnie to podnieca i oczywiście musiała to zepsuć, bo postanowiła krzyczeć. Wsadzam jej z tego powodu dildo w usta.

-Za karę ssiesz do granicy- zamykam bagażnik. Wsiadam. Słucham pank roka.

 

Nie śpię od momentu tego samochodu. Wydaje mi się jakbym nigdy w życiu jeszcze nie spał. Układnie siebie do snu wydaje mi się całkowicie obce, mało kompatybilne z teraz. Spanie dla frajerów. Prawdziwy gonzo nie śpi. Ciekawe czy już ruszyli jej wszyscy znajomi za mną? Przeczesując wszystkie meliny na północy, nie wiedząc o tym, że ja ich zmyliłem i uderzam od południa. W końcu trochę poznałem te okolice, elementy biograficzne bywają niesamowicie ważne.

Nie lustrowali moich portali społecznościowych, tam znaleźliby wszystkie wskazówki. Ślady w cyberprzestrzeni są nie do zatarcia. Nie trzeba być detektywem, żeby zauważyć co się święci. Wszystkie powiązania jak neurony na fejsbuku i gronie.

Są już palmy i jest ciepło. Nie wiem jak się masz, bo jestem zbyt skoncentrowany na tym co widzę. Przestałem się tobą interesować już sto lat temu. Teraz mam na głowie już tylko siebie i moje odczucia związane ze zmianą klimatu, której nie da się nie zauważyć. Niestety wszystko podlega przemijaniu, no może oprócz Kalifornii. Ona jest od zawsze. Wysłałem już kilka mmsów do znajomych na Warmii. Muszą wiedzieć, że ze mną wszystko jest okej. Ostatnie moje wyjazdy były dość bolesne, przecież słuchaliśmy wtedy Deftones. Markowi zrobiłem dziurę w potylicy. Przez włożenie w usta pistoletu i oddanie strzału. Nie było lekko.

Zatrzymuję samochód. Jest już całkiem ciemno. Słyszę szum oceanu. Zdejmuję przepocone buty. Wyrzucam śmierdzące skarpetki. Czuję pod stopami ciepły asfalt i idę w stronę szumu. Teraz piasek, jaki on jest zajebisty. Podwijam nogawki, żeby odsłonić łydki. Nie pamiętam już o niej. Mam teraz wszystko.

 

Wypieram całość do czasu pierwszych liści. 

Komentarze (3)

  • wypieram całość do czasu pierwszej treści

  • bośmy już chyba kiedyś o kalifornikejszyn rozmawiali, co?

  • Bardzo żywe. Jedziesz z klimatem jak ukraińska dziwka jedzie z tirowcami.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się