[fragmenty powieści]

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 06 października 2011, 16:08:12, Tagi:  wankers krawiel

“Always stays the same, nothing ever changes,
  English summer rain seems to last for ages.”

                                                              Placebo

 

OX4 01

 

Nic się nigdy nie zmienia, w szczególności w tym miejscu. Tysiące rodzajów deszczu, ale to tylko znaczy tyle, że nic się tak naprawdę nie zmienia. Woda chlupocze w bucie. Kiedyś miały kolor cegły, teraz bardziej gówna czy skrzepu krwi. Łotewa. Stoję pod drzwiami agencji pracy już od kilku godzin. Pod nogami walają się pety. Trzy dni zostały. Nie wiem nawet czy całe?

Telefon dzwoni, sprawdzam kto, to żadna z agencji pracy. Stoję akurat przy tej, bo wczoraj poszedł cynk na dzielnicy, wśród Polaków, że dzisiaj ma być właśnie nabór do jakiejś pracy.  W nocy wiadomość gruchnęła wśród Czechów i tak doszło do nas. Mam tylko nadzieję, że żaden brud się o tym nie dowiedział. Brakuje tu tylko ciapaków albo czarnuchów. Odbieram telefon, to dzwoni Taboret. Pyta się czy dobrze obstawiłem teren, bo słyszał o bandach brudasów kręcących się w okolicy. Najlepiej udawać przypadkowość, żeby nie było podejrzeń. Tak było z żarciem wybieranym ze śmietników, wszystko było zbyt ostentacyjne i się zrzuciło ścierwo z dzielnicy i po zabawie. Żarcia za mało. Były małe fajty z czarnuchami. Chlupocze mi ta woda w tym bucie i rozprasza to moją uwagę i ogranicza percepcję. Mogą mnie podejść z tyłu albo z boku któregoś. Bo wystarczy, że poruszę się trochę i taki chlupot będzie, że nie usłyszę w decydującym momencie kroku. Przejebane i po pracy. Już tak niewiele czasu.

Taboret zapukał i tym mnie odświeżył. Zawiesiłem się i nie miał mnie kto zresetować przez kilka ostatnich dni. Ostatni raz gdzieś pracowałem prawie dwa tygodnie temu. Później tylko słuchanie muzyki. Wciąż tych samych kawałków. Nie miałem na co i skąd ściągnąć nowych piosenek, więc musiałem poznawać na nowo je przez palenie trawy. Tak minął dzień pierwszy. Kolejne w sumie też i tak leciało wszystko. Z rana tani sklep i pizza z promocji. Były w sumie trzy rodzaje, trzeba było wymieniać. Serowa uczta, pikantny kurczak i pepperoni. Żeby trochę zmienić sobie i urozmaicić spożywanie, codziennie kupowałem nowy napój. Tu wybór był większy. Starczało opcji na tydzień, może półtorej. Pod głową mam spodnie i przykrywam się polarem. Właśnie i tak sobie siedziałem i odkrywałem nowe kombinacje dźwięków w momencie pukania Taboreta.

-Przyjmować będą? Wiesz o tym?- mówi. Leżę sobie dalej. Straciłem całą nadzieję, już dawno. Jak okazało się, że jestem kiepskim kelnerem. Nie płakałem za tą robotą. Stawka była po prostu za niska i tyle. Nie bawiło mnie to. Poza tym nie lubię angoli, to banda debili. Pedały i impotenci. Tak właśnie o nich myślę. Dali się nam podejść. Tak właśnie znalazłem się tu pod agencja pracy. Agencji jest kilka w tym mieście. Każda obsługuję inny zakład. Fabryki, magazyny, małe i duże firmy. W sumie wszystko prawie fizyczne, no chyba, że jesteś angolem. Wtedy to jest już inna bajka. Możesz nawet olać te ich agencje pracy i złożyć normalne cv i list motywacyjny. Nie trzeb się rejestrować i czekać na telefon, od tej czy innej agencji. Zawsze się ładnie przedstawiają i mówią, że to dobra praca i jak się sprawdzisz to dostaniesz ja na stałe. Taboret powiedział.

 

PLN 01

 

Taboret przyjechał tu z okolic Rzeszowa. Zastanawiałem się kiedyś jak można mieszkać w Rzeszowie. Jak można mieszkać w mieście, o którym wiem tak mało. Prawie nic. Do tego jak można mieszkać gdzieś pod tym miastem? Rzeszów wyobrażam sobie jak skrzyżowanie Grudziądza, Bydgoszczy i parku w bylejakim mieście w Polsce. Trochę zieleni, kilka placków blokowisk.  Do tego jakieś średniej jakości centrum handlowe i jakieś stare kamieniczki. Takie, które przetrwały wojnę i bycie urzędami po tejże wojnie. Oczywiście główna ulica musi się nazywać Warszawską, bądź tu może to też być Lubelska. Taka główna droga przechodzi później w drogę krajowa i łączy taki Rzeszów z Lublinem, czy też z granicą. W parkach siada się w ciepłe letnie wieczory i rozmawia o ciepłych i wilgotnych cipkach. Rozmawia się o tym, że chce się wyjechać na zachód. Pracować za funty i ruchać wszystkie te laski o innym kolorze wzgórka łonowego. Potem zapija się to wszystko piwem i wraca pod swoje klatki schodowe i wchodzi po schodach  na wszystkie możliwe w Rzeszowie piętra. Śpi się i wstaje rano. Do szkoły.  Do pracy, za którą dostaje się złotówki. Pod takim Rzeszowem jest mnóstwo małych miasteczek. Tak mi się wydaje.  W jednym z nich mieszkał Taboret.  Przyjechał tu jakiś miesiąc przede mną. Od razu trafił do Ox. W sumie to nie wiem kto go tu ściągnął. Nie wiem w ogóle jakim cudem trafił akurat na Świętą. Ja tu trafiłem przez niego w zasadzie. Kiedy się poznaliśmy było zajebiście, bo nie płaciliśmy wtedy podatku. Można było wyciągnąć całkiem niezły hajs. Można było za to kupić sobie fajniejsze ciuchy niż, te ze sports worldu. Pardek kupił sobie wtedy nawet pleja. Pardek pracował przez jakiś czas z nami. Złoty czas teachersa i gry w kosza. Szczęście nowicjusza po prostu. Nie co teraz, gdy o prace tak ciężko jest, że trzeba stać pod agencją i to nie oni Ciebie proszą czy może przyjdziesz jutro do roboty. Teraz to ty prosisz ich.  Nawet o jakieś gówniane kelnerowanie, na które wcześniej byś nie spojrzał. Wcześniej było się pracownikiem przemysłu. Industrie. 

 

OX4 02

 

Ox o tej porze jest mało przyjaznym miejscem. Bez tego pomruku fabryki jest tu przeraźliwie chłodno. Szczególnie w tej części miasta. Gdzieś pomiędzy imprezową częścią Cowley a fabryką i wielkim magazynem na wschodzie. Lepiej jest już po 6, kiedy samoloty lecące do Londynu przelatują nad miastem. Później rusza fabryka i jej pomruk uspokaja. Fabryka samochodów jest marzeniem każdego Polaka. Największe pieniądze, które gwarantują szybszy powrót do domu. Do Rzeszowa, Elbląga, Ostródy, Olsztyna, Bydgoszczy…

Zaczął padać deszcz. Delikatna jego odmiana. Miękka jak sflaczałe piersi. Nałożyłem kaptur i odpaliłem kolejnego papierosa. Co wtorek można kupić karton fajek za dwadzieścia funa od polskich kierowców. Ile razy zastanawiałem się czy nie zapytać czy nie mogę się z nimi zabrać. Zostawiłbym w pizdu całą Wielka Brytanię za sobą i wrócił do domu.

 

PLN 02

 

Tak samo jak kilka miesięcy wcześniej zostawiłem Polskę. Wsiadłem wtedy w autokar pod hotelem i dzień później byłem już tu. Śnieg wtedy padał. Zasypał całe miasto na północy Polski. Calutkie. Zaczął padać kilka dni przed wyjazdem. W dzień zakupu biletu. Trochę odkładanego zakupu, bo w sumie podświadomie przeciągałem wyjazd. Tak samo teraz przeciągam powrót do domu. Wysiadłem na Victorii.

 

Victoria Coach Station 01

 

-Gdzie jedziesz dalej?- pyta koleś z busu i zamawia browar. Ja mu odpowiadam, że Ox przede mną tylko. Zamawiam piwo również i czekam na Janka, żeby mnie odebrał. Koleś z usu ma pracować na lotnisku i czeka na ludzi, którzy maja go odebrać. Pijemy piwo.

- Jak stoisz z angielskim, bo ja kiepsko- tak mówi. Ja odpowiadam, że jest okej. Dogadać się dogadam i za miesiąc powinno być prawie płynnie- takie miałem życzenie. Żeby używać tego języka na tyle płynnie, żeby wypełnić aplikacje do pracy. Albo podanie o urlop. Zrobić cokolwiek z tym językiem. Tematy się kończą. Nie wychodzą poza pytanie o stawki i miejsca pracy. Zawsze tak jest. Po pierwsze gadzinówka. Pięć i pół, to wygląda bosko. Można za to zrobić zakupy. W Polsce przez dwa tygodnie pewnie robiliśmy kosztorysy. Kalkulator i obliczanie. Później porównanie tygodniowej pensji angielskiej i pensji matki miesięcznej. Później dodawanie do tego pensji ojca razem z zasiłkiem i odejmowanie, dodawanie i mnożenie. Na koniec dzielenie i planowanie odkładania. Pytania o to ile będzie kosztowało mieszkanie i ogólna kalkulacja. Po dwóch tygodniach oddam dług rodzicom, po trzech tygodniach kupie sobie ipoda. Po miesiącu zakup wyjebanego notebooka. Później zaczynamy odkładać na ziemie pod dom w Polsce. Kiedy po półtorej miesiąca już odłożymy na ziemie, przyjdzie czas na odkładanie na budowę rezydencji. Takiej z basenem i lądowiskiem na prywatny helikopter. Na ten helikopter przyjdzie czas po miesiącu trzecim. W międzyczasie zakup nowej audicy. Na koniec ciuchy. Najdroższe. Harods w Londynie obkupię z najnowszych kolekcji.

 

OX 4 03

 

Zapomniałem już jak smakuje praca. Zakupy w najtańszym sklepie z żywnością. O pizzach z tesco nawet już nie marzę.

Wyszedłem z pubu i zostawiłem tam kolesia z busu. Wymieniliśmy się numerami. Nigdy nie zadzwonił. Ja też. Tak samo jak nie kupiłem sobie audicy.

Dostaje sms. W nim pytanie co i jak. Jak mój dyżur przebiega. Czy może widziałem bejce Andiego. On jak święty Mikołaj w tej bejcy pracę ma wsadzoną w worki plastikowe. Przezroczyste one nie są. Nie kupuje się kota w worku. Pracę można wyciągnąć jednak z nieprzezroczystego worka. Mówią wtedy, że jest praca. Nie pytasz za ile i na ile. Bierzesz ją. Wyjmujesz z worka dopiero jak przychodzisz to szefa zmiany. Wtedy wiesz, co tak naprawdę musisz robić. Od nowych kumpli od papierosa dowiadujesz się ile dostaniesz kasy za godzinę i ile przerw jest niepłatnych. Choć najpierw musisz znaleźć agencyjnych, bo kontraktowi to inny świat. Przynajmniej dwadzieścia procent więcej kasy na koncie i wypłata miesięczna. Kontrakt przynajmniej na pół roku. Gwarantuje stałe godziny pracy i urlop płatny. W czasie takiego urlopu wraca se do Rzeszowa albo do wioski pod Bratysławą. Jeżeli jest to bryt, to leci na Ibizę i wywala swoje grube brzuchy. Jak taka laska. Pierwszy raz widziałem wtedy silikonowe cycki, bo one musiały być silikonowe. Sztuczne. Przysypiałam sobie na Luton i pały ściągały jakiegoś pakistańca. Obudziło mnie to stanowczo zbyt brutalnie. Wyszedłem skręcić rollupa i zapalić. Zaraz za mną wyskoczyła blondynna laseczka z wielkimi cyckami, wręcz wywalonymi. Dzwoniła do tatusia, że właśnie obserwuje działania operacyjne brytyjskiej policji. Jej cycki wylewały się spod białej koszulki na ramiączkach. Kurde, wcale się nie wylewały, tylko wypychały ją. W taki nienaturalny sposób, że musiały być silikonowe.  Z gumy.  Z kauczuku. Pierwszy raz cos takiego w życiu widziałem. A widziałem kilka par cycków w swoim życiu. Musiały być  sztuczne. Angol stojący po mojej lewej stronie zapytał o rizzle. Zapaliliśmy sobie. Nie lubię policji, tak do mnie powiedział. Pewnie później zapakowali się do samolotu lecącego na Ibizę. Ja znam tylko połączenie z tanich lotnisk na północ od Londynu z terminalem Etiuda na Okęciu.

Cycki nie były silikonowe u lasek w agencjach pracy. Katie w Mastersie miała wielkie i w dużym dekolcie. Takie obrzydliwie angielskie, bo szły w parze z wielką dupą. Generalnie bycie grubą laską jest wybitnie angielskie. W Mastersie mieli różne prace. Od sprzątania po produkcje silników. Agencja od wielkich cycków mieściła się na rynku w Ox. Wepchnięta między McDonaldy i banki. To była pierwsza agencja w której się zarejestrowałem. Oczywiście nie bez problemów. Za dużo Polaków i innych słowiańskich pracowników. Wchodzisz do środka, a na siedzeniach od cholery nacji. Żadnych angoli. W recepcji Polka. Do cipy jednak musisz mówić na początku po angielsku. Takie stopnie wtajemniczenia. Pokazujesz, że jednak ty spikasz w inglisz. Jak nie spikasz, to usłyszysz: niestety nie ma teraz żadnej pracy. Dostajesz numer telefonu. Jeżeli przejdziesz ten test, to możesz się zarejestrować. Odsyła ta Polka do Katie albo Paula. I możesz podać swoje preferencje dotyczące pracy. Jaką pracą jesteś zainteresowany. Jakie godziny wchodzą w rachubę. Jak długo zamierzasz zostać w Zjednoczonym Królestwie i czy kiedykolwiek pracowałeś w wyżej wymienionym kraju. Oczywiście jest ten wszechobecny uśmiech. Wszechobecne zwracanie się per ty. Nie ma tego naszego polskiego pan czy tez pani. Takie bezpośrednie i pełne luzu. Luz totalny, choć ty szukasz już żarcia po śmietnikach. Planujesz kradzież telefonu komórkowego. Myślisz jak i gdzie nie ma kamer, żeby przyłożyć komuś nóż do gardła. Na pełnym luzie, mimo tego, że zbliża się czas płacenia rentu. Nikt nie chce mieszkać pod mostem, nawet w tak lekkim klimacie jak ten angielski.  Z tym angielskim deszczem i mgłą.  Z trzema opadami śniegu rocznie. Śniegu, który topnieje momentalnie. Później jest po prostu mokro. Chyba też są tu jakieś brygady babć wspomagające bezdomnych i można sprzedawać pod tesco big issue. Rejestrujesz się i oni obiecują, że oddzwonią. Cycki laski z recepcji w secondochance były małe i do tego ten mysi ryjek. Za ostry jak na angielską pogodę makijaż. Za ostro jak na te tysiące różnych rodzajów deszczu pomalowane oczy. Agencja wciśnięta między sklep monopolowy i sklep z ciuchami przemysłowymi. Znaczące miejsce. Praca i najebka. Życie klasy robotniczej. Nic się nie zmienia. Nic się nigdy nie zmienia. Odjebujesz swoją zmianę i kupujesz browar. I tak minął rok pierwszy. Bóg stwierdził, że damy sobie radę i nic się nigdy po prostu nie zmieni. Księga wejścia w obieg ofert pracy i obieg alkoholu w organizmie. I tak minął rok drugi. Jeszcze dwadzieścia osiem do emerytury. No chyba, że jebnie coś w ciele i będzie renta. Łupie w krzyżu. Łupie w dupie. Tak właśnie wsadzili agencję. Dobrze wiedzieli. Kapitalistyczne buraki. Widzę to w formie filmu propagandowego z kubańskiej telewizji publicznej. Burżuj w garniturze. Cygaro dymi z dłoni. Przygryza. Później dwóch kolejnych wchodzi. Liczą zyski z pracy, sprzedanego alkoholu i opchniętych sejfti szusów. Wiedzieli bardzo dobrze. Skurwysyny wiedziały. W tym secondchance dostałem pierwszą pracę.

Komentarze (5)

  • "Nie miałem na co i skąd ściągnąć nowych piosenek, więc musiałem poznawać je na nowo, przez palenie trawy."

    Tak będzie poprawniej.

    No historia. Za mało tutaj, by ogarnąć całość. Ale dużo oceniasz, trochę za dużo. Jest z tego takie lanie wody. Ogólnie - chyba daje radę.
    Na pewno jak najwięcej detali.

  • pomysł jest teraz z wrzuceniem kilku fragmentów w kolejności. fragmenty poszły w ricie baum kiedyś i ostatnio w wakacie, a i jeszcze w antologii mają pójść. tekst mi już ciąży i chętnie coś bym z nim zrobił wreszcie.

    • m c
    • 06 października 2011, 18:49:54

    Bardzo fajnie. Gratki.

  • Bardzo ciekawe, bardzo dobrze napisane, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
    Poszło tu i tam, ale dodatkowi czytelnicy w Liternecie, to też jakiś zysk.

  • Wciągnąłem się.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się