Audyt

Autor: Michał Krawiel, Gatunek: Proza, Dodano: 30 września 2013, 16:30:28, Tagi:  beta krawiel opowiadanie proza emo

Audyt

 

W niebieskim ocieplaczu wchodzi po schodach. Podchodzi do drzwi i stoi bez ruchu w ciemności. Na tej klatce schodowej czteropiętrowego bloku. Po kilkunastu sekundach zbiega na parter i bierze pięć głębokich wdechów. Wychodzi z bloku. Pierwsze trzy kroki są spacerowe. Kolejne kilkadziesiąt to już bieg. Stara się nie przewrócić na wilgotnych liściach. Późnej już tylko wypuszcza gęsty dym. Opiera się o samochód. Na ocieplaczu zostają mokre ślady. Jeszcze jedna fajka za spokój. Teraz się musi udać, bo nabrał śmiałości. Przemyślał każdy element. Wejdzie po tych schodach. Zapuka, a co będzie później się zobaczy. Byle po schodach. Druga fajka za odbudowę pewności siebie. Trzecia dla smaku. Mija zaparkowane samochody. Przez chwile patrzy na trzypiętrowy blok pomalowany na pomarańczowo. Wchodzi na klatkę. Teraz pewnie na drugie piętro. Pewnie puka do drzwi. Zero odzewu. Puka jeszcze dwa razy. Powoli otwierają się drzwi. Szybko wkłada w szparę nogę. Pięść. Kobieta traci przytomność. Paweł szybko zamyka za sobą drzwi.

 

Everyday is like sunday

 

Przedpokój w drewnie. Pierwszy pokój jest żółty. Trzeci jest beżowy. Czwarty jest salonem. Dużym pokojem w którym zawsze jest największy posiadany telewizor. Z dużego pokoju wychodzi się na balkon. Paweł wchodzi do kuchni i otwiera lodówkę. Wędliny i sery z dyskontów. Mleko ze sklepu obok. Cztery żywce. Zastanawia się czy już ją spłacili, bo wygląda na nową. Dwanaście rat. Dwadzieścia czert raty. Może pożyczka na trzydzieści sześć rat. Upływ czasu między kolejnymi wpłatami i potrąceniami odsetek. Stałe zlecenia za internet. Telefon. Telewizję. Faktury papierowe i faktury elektroniczne. Przekłada im wędlinę. Do browarów, a jedno piwo zamiast mleka. Ser do zamrażalki. Warzywa zamiast jajek. Sprawdza terminy przydatności i te z krótszym okresem chowa za te z dłuższym. Siada na taborecie przy małym stole. Wyciąga papierosy i zapala. Popiół strzepuje do matowego zlewu. Patrzy w wytartą terakotę. Najbardziej przy zlewie, przydałaby im się zmywarka. Paweł kończy palić i grzecznie czyści po sobie zlew. Opłukuje go zimną wodą i przeciera dłonią, która wyciera w wiszący na ścianie ręcznik. Koloru zielonego. Frote. Wstaje i idzie do łazienki, która jest zaraz przy kuchni. Policzył kroki. Trzy małe. Jeden duży. To też sprawdził. Nie wchodzi. Zaczyna liczyć kroki między pokojami. Kombinacje kroczków i susów. Po wszystkim wchodzi wreszcie do łazienki. Zwykła z pralką i kabiną prysznicową. Białe kafelki. Poplamione mydłem i pastą do zębów lustro. Dwie zużyte szczoteczki do zębów.

 

Everyday is silent and gray

 

Cześć. Mam na imię Paweł i chciałbym dać tobie małą nauczkę. Wiem, że możesz być trochę skołowana. W sumie się tobie nie dziwię.

 

Kuca przed nią. Joanna jest przywiązana do kaloryfera w dużym pokoju. Za sobą ma balkon z którego widać kolejny trzypiętrowy blok, a za nim kolejny. Psy szczekają. Dzieci drą ryje. Zakleił jej usta taśmą izolacyjną, którą pożyczył od sąsiada parę dni wcześniej. Powiedział, że musi skleić ładowarkę do laptopa.

 

Duży macie z mężem telewizor Asiu. Na raty wzięliście czy może odłożyłaś z Markiem?

 

Patrzy na jego wielkie niebieskie oczy i przydługie rude włosy. Które odgarnia z czoła co chwilę. Ma drobne dłonie i bardzo krótko obcięte paznokcie. Kucając cały czas traci równowagę. Paweł nie potrafi zbalansować swojego ciała i ciągle ucieka mu środek ciężkość. Od krocza przez mostek. Patrzy na niego i nagle próbuje krzyczeć. Wydaje jakiś nieartykułowany nosowy dźwięk. Paweł łapie równowagę i uderza ja z liścia. Łapię za włosy.

 

Cicho Asiu. Proszę bez krzyku, bo go nie lubię. Mam dosyć hałasu krzyku w pracy. Naprawdę.

 

Siada przed nią po turecku i obserwuje jej przekrwione oczy. Brak snu. Może telewizja. Może to i to. Taki duży telewizor. Taki ładny LCD produkowany w Japonii. Płaski. Ogromny. Ze sześcioma wejściami HDMI. Paweł podrywa się z podłogi i podchodzi do tego cuda. Zero kurzu jak na wystawce w markecie. Po kilku sekundach wychodzi z pokoju. Asia w tym czasie próbuje poluźnić linkę holowniczą, którą Paweł przywiązał ją do żeliwnego grzejnika. A mówiła Markowi, żeby je zmienić na nowe. Bez żeber do których teraz jest przywiązana. Paweł wraca.

 

Wziąłem od was popiołkę. Zapalę sobie.

 

Siada na fotelu i włącza dekoder i telewizor. Ona obserwuje go jak nerwowo pali papierosa, jakby chciał zjeść od razu cały dym z niego. Wydaje jej się być brzydkim mężczyzną. Rozedrgany jakby nażarł się jakiś dragów. Analizuje każdy jego oddech. Nie słucha, a jedynie obserwuje pożółkłe od papierosów zęby. Paweł siedzi i przełącza szybko coś na pilocie. I mamrocze coś do siebie. Odpalił drugiego papierosa.

 

Chciałabyś też zapalić?

 

Podchodzi do niej. Znowu kuca. Z kieszeni niebieskiego ocieplacza wyciąga nóż. Lewą ręką chwyta ją za głowę, a prawą delikatnie wycina mały otwór na ustach. Chowa ostrze i w dziurkę wkłada papierosa. Odpala. Joasia zaczyna zaciągać się tak samo łapczywie jak robił to wcześniej jej oprawca. Wciąga ustami. Fontanny dymu wypycha nosem. Po kilku buchach wyciąga jej papierosa z ust i strzepuje popiół na swoją otwartą dłoń. Następnie wkłada go jej z powrotem. Kiedy ona kończy palić zabiera go i przygasza w czarnej popielniczce marlboro. Siada na fotelu i włącza stację muzyczną.

 

Strange fruit hanging from the poplar trees

 

Asia boi się tak mocno, że nic nie czuje. To tak jakby miała złamany kręgosłup i zero czucia w nogach i dłoniach. Paraliż całego ciała. Kiedy paliła papierosa myślała, że nie potrafi już nawet dobrze oddychać. Nie wie ile tak siedzi przywiązana do kaloryfera. Psy tak samo szczekają, a dzieci drą się pod blokiem. Nie wierzy w to, że Marek wróci wcześniej z pracy. Powoli zapomina o swoim mężu, który pracuje w pobliskiej fabryce opon. Jest tylko ten rudy neurotyk i ona w tym czteropokojowym mieszkaniu. Ona przy kaloryferze nie kontrolująca swojego ciała. Rudy siedzący na fotelu Marka. Z pilotem w chudej dłoni.

 

Wkurzyłaś mnie jakiś czas temu. Naprawdę wyprowadziłaś z równowagi. Przez chwilę chciałem, żebyś wisiała na topoli. Nawet trzy tygodnie temu śledziłem ciebie miałem w plecaku linkę holowniczą, Asiu. Wiesz, że nawet wybrałem tobie drzewo. Tam za waszym osiedlowym sklepem.

 

Pokazuje pilotem w stronę okna. W stronę topoli rosnącej za małym osiedlowym sklepem. Asia przestaje oddychać na kilka sekund. Przestaje myśleć.

 

Ale przemyślałem to. Zamiast karać wolałbym ciebie czegoś nauczyć. Ludzie przecież mogą się zmienić i mam nadzieję, że ty tak właśnie zrobisz. To moim zdaniem jest problem ludzi. Wolą karać, a zapominają o edukacji. Młodzież później się gubi.

 

Wstaje z fotela i podchodzi do Asi. Siada krzyżując nogi. Ona zauważa, że nie zdjął butów. Myśli, że to mało kulturalnie. Jest spięta jak kot, który trafił do nowego domu.

 

Mogę odkleić taśmę. Tylko nie krzycz proszę. Ja zaufam tobie, a ty będziesz cicho. Może uda nam się normalnie pokonwersować, bo bardzo mnie męczy ten monolog.

 

Paweł delikatnie stara się zdjąć z jej twarzy taśmę izolacyjną. Asa łapie się powietrza głębokimi wdechami i zaczyna krzyczeć. Paweł uderza ją z pięści w brzuch. Na chwilę traci ona przez to dech i krzyk się urywa. On zakleja jej znowu twarz.

 

Prosiłem, a ty swoje. Wiesz co takiego zrobiłaś? Tacy ludzie jak ty nie zdają sobie sprawy jak bardzo mogą kogoś wkurzyć.

 

Wstaje i podchodzi do telewizora. Podnosi stojący obok odbiornika dekoder cyfrowy.

 

Wszystko przez to. Wiesz ja pracuje na słuchawkach. Odbieram telefony od abonentów tego gówna. Wiem. Chujowa robota, ale sam sobie jestem winny. Nie skończyłem studiów. Na czwartym roku wylądowałem w wariatkowie na dwa tygodnie. Takie tam załamanie nerwowe. No i nie skończyłem studiów. No i odbieram.

 

Paweł zaczyna nerwowo chodzić po pokoju. Gestykuluje jak młody raper na gminnym koncercie.

 

No i zadzwoniłaś do mnie. Odebrałem zachowałem każdy standard rozmowy. Powitanie. Analiza problemu klienta. Analiza potrzeb. Cały czas empatia i język kurwa korzyści. Nie działał wam ten jebany dekoder, a Mark chciał obejrzeć finał grand prix żużla. Powiedziałem, że w ciągu trzech godzin nadanie będzie ponowione. A ty? Ty zaczęłaś mnie obrażać. Lżyć. Powiedziałaś, że mam głos jak pedał i pewnie skończyłem zawodówkę fryzjerską, jak każdy pedał w tym kraju. Upokorzyłaś mnie i wystawiłaś negatywną ocenę obsługi. Musiałem później słuchać gdakania mojego kierownika, bo on brzmi jak jakaś kura.

 

Asia patrzy na niego i nie może w to uwierzyć. Nie rozumie tego i myśli, że zwariowała. Przez chwilę powtarza w głowie - obudź się kurwa.

 

Chciałem cię zabić. Powiesić. Zapisałem twój adres. Numer telefonu. Codziennie sprawdzałem kartotekę w crmie. Interakcje. Opłaty. Miałem nadzieję, że jesteś windykowana. W głowie zamieniłem się w hate managera.

 

Siada przed nią i milknie. Asi milczenie się dłuży i ma nadzieję, że nie wyjmie z kieszeni noża. Boi się, że ten zjeb ją zadźga za jakąś rozmowę. Na pierdolonej infolinii. Zaczyna płakać.

 

Chciałbym. Naprawdę, żebyś była miła dla ludzi. Pracowników obsługi. Policjantów. Strażaków i przedszkolanek. Bo na pewno będziecie się rozmnażać. Będziesz miła? Przytaknij. Proszę.

 

Asia przytakuje.

 

Mam nadzieję, że nie kłamiesz i szczerze przyrzekasz. Edukacja klienta na to stawiają firmy. Ja w sumie też. Chcesz pić?

 

Wstaje i wychodzi do kuchni. Asia dalej płacze. Czuje, że zaraz się zsika, bo nie może już dłużej trzymać moczu. A on będzie jeszcze kazał jej pić.

 

Masz wodę. Znalazłem w szufladzie słomkę. Dasz radę wypić bez. Proszę.

 

Asia wmusza w siebie wodę. Pije tak samo jak wcześniej paliła. Wysysa tak jakby chciał wessać mu rękę, a później jego całego. Żeby pod wieczór wysikać i wysrać tego chorego rudzielca. Kończy.

 

Ja spadam. Na czternastą mam do roboty. Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy i kolejne lekcje nie będą konieczne. Zaraz zaśniesz. W szklance miałaś trochę rohypnolu.

 

Po dziesięciu minutach Paweł wychodzi z mieszkania. Dumny i zadowolony. Pod blokiem zapala papierosa. Wcześniej posprzątał po sobie. Wymył szklankę. Wyrzucił pety. Chleb włożył do chlebaka. Uśmiecha się i rusza w stronę przystanku.  

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się